Szczeliniec Wielki wejście 30.08.2014
Na Szczeliniec Wielki wejście jest darmowe tylko do Schroniska Szwajcarka, potem, aby przejść trasą pomiędzy skałkami trzeba zapłacić 7 zł. Na początek kilka tablic informacyjnych przedstawia historię tego miejsca i przybliża nam zwiedzanie. Z przyzwyczajenia pstrykam zdjęcie trasy, zawsze może się przydać.
O dziewiątej przekraczamy bramkę z napisem „Wejście” i kamiennymi schodami wchodzimy do baśniowego świata. Porośnięte mchem głazy z powrastanymi finezyjnie drzewami, kształty kamieni i gęsty las sprawiają niesamowitą atmosferę. Zdjęcia, pomimo usilnego starania się, nie oddają tej atmosfery. Wchodzenie jest mozolne, jak podaje wikipedia, pokonaliśmy aż 665 stopni, ale mam wątpliwości, chyba aż tyle ich nie było.
Pierwszym opisanym punktem postoju jest Ucho Igielne (1).
Przerwa na sesję zdjęciową i ruszamy dalej, by po chwili dotrzeć do Schroniska Szwajcarka. Schronisko ma długą historię.
Szczeliniec odwiedził między innymi John Quincy Adams w 1800 roku i tak opisał to miejsce…
cyt ” Ten szereg skał rozciąga się na osiem lub dziewięć mil angielskich, zaczyna się i kończy tak nagle, że wygląda jak korona na szczycie góry”.
Szczyt jest porośnięty drzewami, ale gdzieniegdzie widać skałki sterczące, jak zakończenie korony, więc zgadzam się z powyższy opisem.
Z tarasu widokowego przy schronisku, rozciąga się panorama na pobliską wioskę. Patrząc pod kątem, przyglądamy się pionowym ścianom Szczelińca Wielkiego. Jakież te skały są inne od zdobytych do tej pory szczytów. Jednak to, co najciekawsze dopiero przed nami. Po zakupieniu biletu za 7 zł/osobę wkraczamy na jednokierunkową trasę prowadzącą do wnętrza masywu.
Od momentu przekroczenia bramki wejściowej zachwycałam się tym miejscem, ale dopiero teraz zaczyna się najciekawszy etap. Na trasie zaskakujące formacje skał. Jest ich wiele, niektóre mają swoje nazwy. Na początek Kaczęta (2), formacja bardzo ładna, ale pomimo wysiłków wyobraźni, jakoś nie mogę się dopatrzyć kształtów kacząt. W pobliżu tron Liczyrzepy (3), na który prowadzą metalowe schody. Jakiś kretyn zniszczył tabliczkę informacyjną, więc nie jesteśmy świadomi, że wchodzimy na najwyższy punkt Gór Stołowych, tym samym po raz pierwszy nie towarzyszy nam uczucie zwycięstwa ze zdobycia najwyższego szczytu. No trudno – tu jest tak pięknie, że na pewno jeszcze tutaj wrócimy.
Dalej skałka przypominająca Wielbłąda.
Dalsze opisy uroku tego miejsca nie oddadzą więc zapraszam na fotorelację.
Zanim zejdziemy głęboko w dół do Kuchni i Piekiełka, ostatnie spojrzenie na taras widokowy przy Małpoludzie
Trasa głębokich korytarzy zaczynających się bardzo wąziutką szczeliną (zdjęcia powyżej) prowadzi przez Kuchnię Diabelską do Piekiełka, a potem wyprowadza schodami do Nieba.
Skałki Niebo upodobniły się do chmurek na niebie, a może to chmury upodobniły się do skałek? Nieważne, podobieństwo jest dostrzegalne.
Czy wiesz, że…
Na Szczelińcu Wielkim jest kilka głazów tzw. chybotków. Nie potrzeba wielkiej siły, by taki głaz rozkołysać. Kołyska jest jednym z nich.
Zmierzamy już do opuszczenia tego fantastycznego miejsca, ale zanim to nastąpi na osłodę przy wyjściu, słyszę dźwięki muzyki. Przy ostatniej nazwanej formacji skalnej, Słoniu gitarzysta Armin przygrywa blusa. Z przyjemnością zatrzymuję się na chwilę, by odsapnąć przy fajnej muzyce.
Jeszcze cofamy się, bo opuściliśmy dwa tarasy widokowe znajdujące się na końcu trasy zwiedzania a potem, po stromych kamiennych i metalowych schodach schodzimy w dół.
Zejście jest długie i meczące, ale grillowany oscypek z żurawiną i pajda chleba ze smalcem, skonsumowane u podnóża masywu dodają nam energii. Ruszamy w kierunku Zieleńca, by wejść na Orlicę, najwyższy szczyt Gór Orlickich, ale o tym w następnym wpisie.
Na koniec jeszcze zdjęcie z oddali .
Najwyższy szczyt Gór Stołowych, Szczeliniec Wielki 919 m n.p.m. jest bez wątpienia cudem natury. Koniecznie trzeba go zobaczyć, jednak nie dla wszystkich jest do końca dostępny. Osoby bardzo otyłe mogą mieć problem z przeciskaniem się przez szczeliny skał (są dwa krytyczne miejsca!). Również matki o słabych nerwach powinny odpuścić sobie zwiedzanie tego miejsca do czasu podrośnięcia latorośli, bo nerwowe pokrzykiwanie typu uważaj!, uważaj!, nic tu nie pomoże, a tylko straszy dzieci, którym przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa raczej nic tu nie grozi. Z Karłowa na szczyt Szczelińca i z powrotem prowadzą kamienne schody, – trochę to męczące, ale da się pokonać.
„Szczeliniec odwiedził między innymi John Quincy Adams w 1800 roku…”
Ja też odwiedziłem Szczeliniec w tym roku, znaczy – 2014 🙂
Brawo dla autora